sobota, 30 maja 2015

Chapter 13

Minęły już 3 tygodnie od kiedy wybudzili Silje. Dzisiaj idzie do szkoły, więc pomogę jej jako "przyjaciel". Mama Silje w pewien sposób mnie polubiła. Ja i Ally musimy pomóc i przywrócić jej pamięć. Pamięta tylko to, że przyjaźni się z jakimś Nathan`em i mieszka we Francji. Dowiedziałem się również o tym, że bardzo często zmieniała miejsce zamieszkania. Urodziła się w Ameryce, a ich ojciec zostawił matkę. Ally opowiedziała mi również o niej. Była lekko tym zdziwiona, gdyż jestem jej przyjacielem, a muszę dowiadywać się. Oczywiście wcisnąłem jej kit o tym, że jest skryta i dużo mi o sobie nie opowiadała.
- Trochę się boję - wyszeptała mocniej ściskając moją dłoń. Powiedziałem jej, ze często trzymamy się za ręce.
- Będę przy tobie.
Zaprowadziłem ją do szafki i wpisałem kod. Pierwszy raz zobaczyłem wnętrze szafki. Była ozdobiona różnymi zdjęciami gwiazd.
- Silje - odwróciłem się w stronę skąd dochodził głos. Harry i Ally. - Dobrze, że cię widzę.
Przytulił ją, a we mnie, aż się zagotowało.
On może wszystko zniszczyć.
- Kim jesteś? - zapytała.
- Harry. Twój przyjaciel.
To ja nim jestem. Spierdalaj.
- Luke nim jest.
O tak maleńka. Dobrze gadasz.
- Silje - wtrąciła się Ally - Harry i Luke się z tobą przyjaźnią. McCall dużo czasu z tobą spędzał.
Dziwka. Niech zamknie się w końcu.

*Silje*

Jestem skołowana tym wszystkim. Tak nagle mam tylu przyjaciół. Nie wiem jak było wcześniej, ale dowiem się. Zastanawia mnie także sprawa z Nathan`em. Tak, wyjechałam, ale czemu nie odzywa się do mnie. Nie dzwoni. Nie pisze. Zostawił mnie.
- Chodź ze mną - poprosił Harry.
Z Rachaniem zgodziłam się. Zaprowadził mnie na ławkę, która znajdowała się pod drzewem.
- Od kiedy przyjaźnisz się z Hammings`em? - zadał pytanie
- Podobno od dawna.
- Ty go nienawidzisz. On jest dupkiem.
- Nie mów tak o nim. Próbuje mi pomóc. Cały czas jest przy mnie i próbuje przywrócić mi pamięć.
- On chce zdobyć twoje zaufanie. Tacy ludzie jak on, nie pomagają innym. Myślą tylko o sobie.
- Przestań. To dlaczego ciebie nie było przy mnie? Ani razu do mnie nie zajrzałeś w szpitalu.
Na chwilę zamilkł. Tak jakbym uderzyła w jego czuły punkt. Jego wyraz twarzy zmienił się na przygnębioną i smutną.
- Mój dziadek zmarł i pojechałem na jego pogrzeb. Zostałem także u babci, aby ją pocieszyć. Dlatego nie było mnie.
Zrobiło mi się żal. Podeszłam do niego i przytuliłam. Lecz po chwili dotarło do mnie to co mówił. Po co miałby mnie okłamywać? Ale tak to po co Luke marnowałby na mnie czas? Jestem skołowana i do tego głowa zaczęła mnie boleć.
- Odprowadzisz mnie do domu?
- Tak, jasne.
Zaprowadził mnie do swojego auta i po chwili, byliśmy już pod moim domem. Podziękowałam mu i wyszłam. W kuchni zauważyłam, że na blacie leży liścik.
"Zostaję dłużej w pracy. Obiad macie w lodówce.
Mama"
Ślinka, aż mi poleciała, gdy zobaczyłam co na obiad - kurczak zapiekany w panierce kukurydzianej. Pychotka. Nałożyłam trochę i odgrzałam. Z talerzem i widelcem usiadłam przy stole. Włożyłam kawałek mięsa do buzi, ale zaraz wyplułam, bo poparzyło mi usta. Zapomniałam. Ale nie tylko o tym zapomniałam. Chciałam przemyć sobie usta zimną wodą, lecz niestety przerwał mi w tym dzwonek do drzwi. Otworzyłam drewnianą powierzchnię i zaprosiłam Luke`a do środka.
- Co ci się stało w twarz? - przyjrzał się mojej zaczerwienionej skórze.
- Poparzyłam się.
Pokręcił głową ze zrezygnowaniem, ale ja widziałam cień uśmiechu na jego twarzy. Śmieje się ze mnie.
- Przyłożyłaś sobie coś zimnego?
- Przerwałeś mi w tym.
Pomaszerowałam do kuchni i pochyliłam się nad zlewem. Puściłam zimną wodę w kranie i przemyłam usta. Delikatnie wysuszyłam je ręcznikiem i usiadłam przy stole, aby skończyć jeść. Nie przejmowałam się narazie Hemmings`em. Byłam zbyt głodna. Umyłam naczynia i usiadłam na kanapie w salonie.
- Czemu poszłaś do domu?
- Pojechałam - poprawiłam go - Harry mnie podwiózł. Głowa mnie rozbolała, więc mnie zawiózł.
Wyjaśniłam i uciekłam wzrokiem od jego osoby, bo spojrzenie tych niebieskich tęczówek mnie dezorientował. Czułam się jakby wypalał we mnie dziurę. Próbował wyczytać coś więcej ze mnie.
- Może wyjdziesz dzisiaj ze mną?  Wieczorem?
- Eh... Czemu nie?
Ally pewnie pójdzie do chłopaka, a mojej mamy nie ma. Nie chce zostawać sama w domu. Czuję się tutaj tak... obco.
- Chcesz do kina? Imprezę?
- Kino. Na imprezy nie mogę chodzić. Zapomniałeś?
Rozbawiony uderzył się dłonią w czoło. Zachichotałam na ten gest i poszłam do pokoju. Musiałam się przebrać zanim wyjdziemy.
- Na co idziemy? - zapytałam, gdy kierowaliśmy się do kina.
- Zobaczymy co puszczają. Wybierzesz co chcesz.
Zgodziłam się i przez resztę drogi nie odezwałam się do niego. Dopiero w kinie dyskutowaliśmy co obejrzeć. Nic nie było ciekawego, więc zdecydowaliśmy się obejrzeć "The DUFF". Luke kupił popcorn i napój i poszliśmy do sali. Zaczekaliśmy trochę, aż zacznie się film.

- Dość ciekawy film - przyznał blondyn.
Przyznałam mu rację i poszliśmy do pobliskiego parku. Usiedliśmy pod drzewem na trawie i oparliśmy się o pień.
- Myślisz, ze kiedyś odzyskam pamięć?
- Tak. Musisz odzyskać. Chcę, abyś pamiętała o nas i o tym jak bardzo starałem się o randkę z tobą.
- Naprawdę? - spojrzałam na niego.
- Cały czas mówiłaś o tym, że nie możemy. Że nie chcesz, aby między nami coś  się zepsuło. Ale w końcu się zgodziłaś - westchnął.
Zachichotałam i oparłam się o jego ramie.
- Opowiedz mi coś jeszcze - poprosiłam.
- Kiedyś jak zerwaliśmy się z lekcji i poszliśmy do ciebie, musiałem chować się w twojej szafie. Twoja mama wróciła, a ty spanikowałaś. Wpakowałaś nas do szafy i tak czekaliśmy.
Uśmiechnęłam się.
- Ale kiedy wyszliśmy - przerwał dodając napięcia - Pocałowaliśmy się.
Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia i zakryłam twarz, ponieważ czerwień oblała moje policzki. Ja chcę pamiętać to. Chcę pamiętać nasze chwile.





Taki sobie rozdział. Wróciłam we wtorek ze szpitala i dopiero teraz wstawiłam. Przestaliście to czytać? Dwa komentarze. Zasmuciło mnie to. Zastanawiałam się również czy przypadkiem nie usunąć tego, a pisać tylko na wattpadzie. Idk

Rozdział może mieć błędy, bo komputer padł.

czwartek, 7 maja 2015

Chapter 12

Minęły już 3 tygodnie od kiedy wybudzili Silje. Dzisiaj idzie do szkoły, więc pomogę jej jako "przyjaciel". Mama Silje w pewien sposób mnie polubiła. Ja i Ally musimy pomóc i przywrócić jej pamięć. Pamięta tylko to, że przyjaźni się z jakimś Nathan`em i mieszka we Francji. Dowiedziałem się również o tym, że bardzo często zmieniała miejsce zamieszkania. Urodziła się w Ameryce, a ich ojciec zostawił matkę. Ally opowiedziała mi również o niej. Była lekko tym zdziwiona, gdyż jestem jej przyjacielem, a muszę dowiadywać się. Oczywiście wcisnąłem jej kit o tym, że jest skryta i dużo mi o sobie nie opowiadała.
- Trochę się boję - wyszeptała mocniej ściskając moją dłoń. Powiedziałem jej, ze często trzymamy się za ręce.
- Będę przy tobie.
Zaprowadziłem ją do szafki i wpisałem kod. Pierwszy raz zobaczyłem wnętrze szafki. Była ozdobiona różnymi zdjęciami gwiazd.
- Silje - odwróciłem się w stronę skąd dochodził głos. Harry i Ally. - Dobrze, że cię widzę.
Przytulił ją, a we mnie, aż się zagotowało.
On może wszystko zniszczyć.
- Kim jesteś? - zapytała.
- Harry. Twój przyjaciel.
To ja nim jestem. Spierdalaj.
- Luke nim jest.
O tak maleńka. Dobrze gadasz.
- Silje - wtrąciła się Ally - Harry i Luke się z tobą przyjaźnią. McCall dużo czasu z tobą spędzał.
Dziwka. Niech zamknie się w końcu.

*Silje*

Jestem skołowana tym wszystkim. Tak nagle mam tylu przyjaciół. Nie wiem jak było wcześniej, ale dowiem się. Zastanawia mnie także sprawa z Nathan`em. Tak, wyjechałam, ale czemu nie odzywa się do mnie. Nie dzwoni. Nie pisze. Zostawił mnie.
- Chodź ze mną - poprosił Harry.
Z wahaniem zgodziłam się. Zaprowadził mnie na ławkę, która znajdowała się pod drzewem.
- Od kiedy przyjaźnisz się z Hemmings`em? - zadał pytanie
- Podobno od dawna.
- Ty go nienawidzisz. On jest dupkiem.
- Nie mów tak o nim. Próbuje mi pomóc. Cały czas jest przy mnie i próbuje przywrócić mi pamięć.
- On chce zdobyć twoje zaufanie. Tacy ludzie jak on, nie pomagają innym. Myślą tylko o sobie.
- Przestań. To dlaczego ciebie nie było przy mnie? Ani razu do mnie nie zajrzałeś w szpitalu.
Na chwilę zamilkł. Tak tak jakbym uderzyła w jego czuły punkt. Jego wyraz twarzy zmienił się na przygnębioną i smutną.
- Mój dziadek zmarł i pojechałem na jego pogrzeb. Zostałem także u babci, aby ją pocieszyć. Dlatego nie było mnie.
Zrobiło mi się żal. Oraz moje sumienie odezwało się. Naskoczyłam na niego choć on po prostu przechodził rozstanie z dziadkiem. Podeszłam do niego i przytuliłam. Lecz po chwili dotarło do mnie to co mówił. Po co miałby mnie okłamywać? Ale tak to po co Luke marnowałby na mnie czas? Jestem skołowana i do tego głowa zaczęła mnie boleć.
- Odprowadzisz mnie do domu?
- Tak, jasne.
Zaprowadził mnie do swojego auta i po chwili, byliśmy już pod moim domem. Podziękowałam mu i wyszłam. W kuchni zauważyłam, że na blacie leży liścik.
"Zostaję dłużej w pracy. Obiad macie w lodówce.
Mama"
Ślinka, aż mi poleciała, gdy zobaczyłam co na obiad - kurczak zapiekany w panierce kukurydzianej. Pychotka. Nałożyłam trochę i odgrzałam. Z talerzem i widelcem usiadłam przy stole. Włożyłam kawałek mięsa do buzi, ale zaraz wyplułam, bo poparzyło mi usta. Zapomniałam. Ale nie tylko o tym zapomniałam. Chciałam przemyć sobie usta zimną wodą, lecz niestety przerwał mi w tym dzwonek do drzwi. Otworzyłam drewnianą powierzchnię i zaprosiłam Luke`a do środka.
- Co ci się stało w twarz? - przyjrzał się mojej zaczerwienionej skórze.
- Poparzyłam się.
Pokręcił głową ze zrezygnowaniem, ale ja widziałam cień uśmiechu na jego twarzy. Śmieje się ze mnie.
- Przyłożyłaś sobie coś zimnego?
- Przerwałeś mi w tym.
Pomaszerowałam do kuchni i pochyliłam się nad zlewem. Puściłam zimną wodę w kranie i przemyłam usta. Delikatnie wysuszyłam je ręcznikiem i usiadłam przy stole, aby skończyć jeść. Nie przejmowałam się na razie Hemmings`em. Byłam zbyt głodna. Umyłam naczynia i usiadłam na kanapie w salonie.
- Czemu poszłaś do domu?
- Pojechałam - poprawiłam go - Harry mnie podwiózł. Głowa mnie rozbolała, więc mnie zawiózł.
Wyjaśniłam i uciekłam wzrokiem od jego osoby, bo spojrzenie tych niebieskich tęczówek mnie dezorientował. Czułam się jakby wypalał we mnie dziurę. Próbował wyczytać coś więcej ze mnie.
- Może wyjdziesz dzisiaj ze mną?  Wieczorem?
- Eh... Czemu nie?
Ally pewnie pójdzie do chłopaka, a mojej mamy nie ma. Nie chce zostawać sama w domu.




______________________________________________

Przepraszam za błędy i za nieobecność, ale straciłam chęć pisania. Piszcie komy i obserwujcie mnie na tt

PS. Zayn mnie zawiódł.

piątek, 6 marca 2015

Chapter 11

*Luke*
Przez ostatnie trzy przerwy szukałem Meiden. Miałem mieć teraz z nią angielski i w końcu ją zobaczę. Może ją trochę pomęczę. Uśmiechnąłem się na tą myśl. Po dzwonku wszedłem do klasy i usiadłem przy Dylanie. Niestety nigdzie nie zauważyłem Silje.
- Wiesz gdzie jest Silje Meiden?
- Nie słyszałeś? Miała wypadek. Auto ją potrąciło.
Wstrzymałem oddech, a po chwili ze świstem je wypuściłem. Jak to kurwa wypadek? Co z nią? Muszę pojechać do niej. Zaraz po lekcjach.
- Wiesz co z ni a?
- Straciła przytomność i ma podobno pękniętą czaszkę. Tylko to wiem.
Dylan to typowy plotkarz. Wie wszystko z danej chwili. Lubi także podsłuchiwać nauczycieli. Przydaje się w niektórych sprawach.
- Panie Hemmings - zwróciła się do mnie - Pisze pan?
- Tak - skłamałem.
Oczywiście, że tego nie robiłem. Moje myśli zajmowała szatynka, która dzisiaj trafiła do szpitala. Chciałem jak najszybciej ją zobaczyć. 
po 20 minutach ukochany dzwonek zabrzmiał, a ja jak poparzony zerwałem  się z miejsca i niemal wybiegłem ze szkoły. Wsiadłem do samochodu  i ruszyłem do najbliższego szpitala. W recepcji siedziała w średnim wieku kobieta zapatrzona w monitor.
- Przepraszam bardzo - w końcu zwróciła na mnie uwagę - Leży tutaj Silje Meiden? Miała dzisiaj wypadek.
- Trzecie piętro, sala numer 65.
Podziękowałem niedbale i ruszyłem schodami na trzecie piętro. Znalazłem salę numer 65 na Oddziale Intensywnej Terapii. Miałem już wchodzić do pokoju, gdy ktoś zatrzymał mnie łapiąc za ramię. 
- Nie może pan tam wejść - ostrzegł mnie lekarz.
- Jestem jej chłopakiem. Muszę tam wejść.
- Przepraszam bardzo, ale można ją odwiedzać po przebudzeniu ze śpiączki farmakologicznej. 
- Kiedy to nastanie?
- Prawdopodobnie jutro w południe.
Zrezygnowany odszedłem. Wróciłem do domu. Moja matka coś gotowała , więc od razu pobiegłem do pokoju. Nie miałem na nic siły. Co jeśli jej coś poważnego się stało? Nie żebym się jakoś przejmował tym, ale muszę ją przelecieć. Jest taka czysta. Nietykana. Muszę ją wybrudzić. To mój pierwszy cel na liście rzeczy do zrobienia.
- Luke - weszła moja mama do pokoju -  Twoja koleżanka przyszła. Ja muszę wyjść. Obiad masz na dole.
Nie chciało mi się wstać z łóżka, więc jedynie odrzekłem, że rozumiem.
- Lukuś? - do pokoju wkroczyła Alex.
Podeszła do łóżka, a ja niespodziewanie odwróciłem się, złapałem ją za biodra i przeniosłem na łóżko, a dokładniej usadziłem  ją na swoich nogach.
- Przyszłaś, bo...? - odpinałem powoli guziki od jej koszuli.
- Nie miałam gdzie się podziać.
Zdjęła ze mnie koszulkę. Jej koszula wraz z moją bluzką poleciały na podłogę.
- Dobrze, że pomyślałaś o mnie.
Złapałem za jej piersi, które wciąż były okryte stanikiem. Mimo, że nie były takie jak u Silje  to i tak były duże. Ale czemu do cholery myślę o tej małej dziwce skoro przede mną siedzi w pół naga Alex. Po raz się trochę rozluźnić.

~*~

W południe pojechałem do szpitala. Chciałem wejść do pomieszczenia, ale jakaś kobieta - zapewne matka - siedziała przy jej łóżku. Postanowiłem trochę poczekać. Tylko jak ona na mnie zareaguje? Będzie krzyczeć? Pewnie tak. Zapewne lekarz mnie wygoni i powie "Pacjentka musi odpoczywać". Ale zobaczymy jak będzie.
- Przyjdę jutro - usłyszałem. 
Spojrzałem na kobietę,  która właśnie wychodziła. Po tym jak drzwi windy zasunęły się nie pewnie wszedłem.
- Cześć Silje - odwróciła w moją stronę głowę i mogłem zobaczyć jedynie strach. Tego się nie spodziewałem
- K-kim jesteś?
Co ona sobie jaja robi?*
- Nie pamiętasz mnie?
- Nie. Nic nie pamiętam.
A może to i lepiej, że mnie nie kojarzy. Ze ma amnezję?
- Jestem twoim przyjacielem.
- Przyjacielem?
Chyba to kupiła.
- Tak. Jestem Luke Hemmings. Przyjaźnimy się. Pewnie nie pamiętasz naszej ostatniej randki? - "posmutniałem"
- Przepraszam.
- Ponowimy to - mrugnąłem do niej.
Teraz będzie z górki. Nie pamięta niczego. Myśli, że się przyjaźnimy i byliśmy na randce. Nie wie o tym, że mnie nienawidzi.  Wspaniale. Uda mi się to co chcę zrobić.
- Kiedy wychodzisz stąd.
Wzruszyła jedynie ramionami i podniosła nieco koszulkę.  Brzuch miała zabandażowany.
- Moje biedactwo - złączyłem nasze dłonie.
Normalnie by mnie odepchnęła, ale teraz jedynie posłała mi nieśmiały uśmiech.
Taka niewinna. 
Jednak nasz spokój przerwała pielęgniarka. Wyprosiła mnie, bo musiała zmienić jej opatrunek. Ja w tym czasie poszedłem do lekarza. Zapytałem o nią. Oczywiście nie obyło się bez pytania "Kim jesteś dla niej". Odpowiedziałem to co wczoraj i od razu uzyskałem wiadomości. Miała krwotok wewnętrzny, złamane dwa żebra, pęknięcie czaszki i wstrząs mózgu. Dowiedziałem się również kiedy wyjdzie. Podziękował i wróciłem do mojego biedactwa.



__________________________________________________________

Dużo dialogów. 
Spodziewaliście się tego?

GŁOSOWAĆ NA MÓJ BLOG 

10 komentarzy = zapewniony nowy rozdział.

niedziela, 1 marca 2015

POMOCY

Na moim drugim blogu   jest sonda na Blog Miesiąca. Błagam was na kolanach, abyście głosowali na "I loved you first"

Ps. Rozdział mam już w połowie napisany

poniedziałek, 9 lutego 2015

Chapter 10

 Stałam z telefonem w ręku nie wiedząc co zrobić. Numer był zastrzeżony. Harry pewnie zauważył, że jest coś nie tak, bo zaraz pojawił się obok mnie.
- Kto to?
- Nie wiem.
- Pójdziesz tam?
- Nie. Oczywiście, że nie. Może mnie zgwałcić i zabić. Nie dzięki.
- To dobrze.

***

Wyszłam do sklepu po czekoladę. To dziwne, bo jest już prawie 21, ale mam taką wielką ochotę na słodycz, że nie zasnę. Mam niedaleko sklep całodobowy.
 Miałam 5 minut drogi do domu. Na ulicach było pusto i jakoś dziwnie cicho. Miałam już przechodzić przez ulicę, gdy ktoś założył mi chyba worek na głowę i podniósł. Wierzgałam się i krzyczałam w duchu modląc się o pomoc. Zostałam zamknięta w bagażniku. Łzy spływały mi po policzkach. Byłam bardzo przerażona. Nie wiem ile jechaliśmy, ale kiedy gwałtownie zatrzymali auto uderzyłam się w głowę. Słyszałam jakieś niewyraźne rozmowy i krzyk. Zostałam ty razem delikatnie wyciągnięta, a worek został zdjęty z mojej głowy.
- Hemmings?
- Ja o niczym nie wiedziałem. Oni cię tutaj przywieźli. Ja nic nie miałem z tym wspólnego. - szybko zaczął się bronić, podnosząc ręce w obronnym geście.
- Co ja tu do cholery robię? - wrzasnęłam. Tym razem nie bałam się. Pewność siebie i odwaga wzrosła wraz ze złością.
- No bo są wyścigi i chcieliśmy, aby Luke miał kogoś - wytłumaczył mi Michael.
- Aha - wyrzuciłam ręce w powietrze - Czyli nie mogliście wziąć jedną z waszych przyjaciółek tylko mnie porwaliście, bo nie chcieliście, aby Hemmings był sam na pieprzonych wyścigach?
- Noo... Żadna z dziewczyn nie mogła przyjść.
No ja zaraz tutaj oszaleję. Jacy idioci żyją na tym świecie.
- To wy wysłaliście tego SMS-a?
- Dokładniej wysłał go Ashton.
Adrenalina, która płynęła w moich żyłach pokierowała mnie do blondyna i całej siły uderzyłam go w twarz. Jego głowa przekręciła się w bok, a na lewym policzku został czerwony ślad po mojej dłoni.
- Jeszcze raz mnie tak wystraszycie, a przyrzekam, że wszyscy oberwiecie - zagroziłam im palcem - A teraz odwieźcie mnie do domu.
Nikt się już nie odezwał. Czekałam tylko jak ktoś zadeklaruje się, że mnie odwiezie BEZPIECZNIE do domu.
- Luke? - odezwałam się - Odwieziesz mnie? Bo tym idiotą nie ufam - podniosłam głos, aby mogli dostatecznie usłyszeć.
- A mi ufasz?
- Nie. Ale ty czegoś TAKIEGO nie robisz.
Kiwnął tylko głową i ruszył do swojego auta. Poszłam za nim i wsiadłam na miejsce pasażera.
- Myślałam, że to ty mnie tutaj przywiozłeś.
Zaśmiała się gorzko.
- No to się myliłaś. Nie wiem co im strzeliło do łba, żeby takie coś zrobić.
- A oni tak serio o tym wyścigu? Bierzesz w nich udział?
- Tak. I  czasami jak ktoś rzuci mi wyzwanie, albo mi się najzwyczajniej w świecie nudzi.
I jeszcze pewnie są nielegalne. No oczywiście, że są. Kto normalny organizowałby w nocy legalne wyścigi?
A co do Luke`a to powinnam go zacząć unikać. Przyniesie mi tylko kłopoty. Już i tak przez niego wzięłam narkotyki - i to z własnej woli. Ma zły wpływ na mnie. Za tydzień, albo dwa też zacznę brać w tym gównie udział. Będę narkomanką i nie zdam szkoły. Co to, to nie.

Kiedy podjechaliśmy pod mój dom otworzyłam szybko drzwi i wysiadłam.
- Dzięki, że mnie przywiozłeś.
Zanim mógł coś jeszcze powiedzieć zamknęłam drzwi i podbiegłam pod moje okno. Wspięłam się i weszłam przez otwarte okno. Teraz przypomniałam sobie, że miałam ochotę na czekoladę. Kurde. Została ona na ulicy.
Eh...
Położyłam się na łóżku i zasnęłam.

***

Nieprzytomna jadłam śniadanie. Przeklinam osobę, która wymyśliła, aby na ósmą chodzić do szkoły. Moja głowa zaraz chyba wpadnie do tej miski z mlekiem i płatkami.
- Jeśli chcesz zdążyć do szkoły to musisz się pośpieszyć - przypomniała mi mama.
- No, ale przecież mnie podwozisz - zauważyłam.
- Przez cały ranek powtarzam ci, że idziesz na piechotę.
- Co?
Poderwałam się i pobiegłam na górę prawie wywracając się na schodach.
Mam tylko 15 minut, aby umyć zęby, spakować się i dotrzeć do szkoły.
Ekstremalnie szybko umyłam zęby, pakując się w tym samym czasie.
Założyłam jeansową kurtkę i buty. Z torbą zbiegłam na dół i wyszłam. Mam jeszcze niecałe 10 minut. Puściłam się biegiem. Moja koordynacja nie jest w formie. Nigdy niebyła. Została mi jedna przecznica do szkoły. Przebiegałam przez ulicę, gdy z ni kąt pojawiło się auto. Poczułam tylko przeszywający ból i ciemność przed oczami.


____________________________________________________

Krótki. Przepraszam, ale mam zanik weny. Nie umiałam nic napisać. Wyjaśniło się kto to był, ale teraz trochę dramy. 
Kto jedzie 14 lutego na film "50 Shades of Grey" ?  Tak, to ja. Łódź nadchodzę! Czytałam tą książkę już cztery razy. Polecam ją. 

Przypominam o odwiedzaniu mojego wattpada ( @Jasmin_xx ) i twittera ( @niall_horab_pl )
Ja nie zmuszam, ale wchodźcie i zacznijcie mnie obserwować.


16 komentarzy = następny rozdział.


wtorek, 27 stycznia 2015

Chapter 9

- Kiedy twoja siostra wróci? - zapytał się Luke.
- Nie wróci.
- A mama?
- Nie wiem. Zaraz zadzwonię.
Wstałam z kanapy i zabrałam telefon ze stolika. Wybrałam numer mamy i czekałam, aż odbierze.
- Słucham?
- Mamo kiedy wrócisz?
- Jutro po południu. Mam dużo roboty. Uważaj na siebie, proszę.
- Dobrze. Pa.
Rozłączyłam połączenie i wróciłam do blondyna.
- I?
- Jestem sama.
Ta informacja musiała go ucieszyć, bo wyszczerzył się jak głupi.
- Mam coś - jego cwany uśmiech nie wróżył niczego dobrego.
- Co?
- Trochę narkotyków.
- O nie, nie, nie.
- Tak. Tak. Tak. Nie bądź taka sztywna
- Nie jestem. Po prostu nie biorę czegoś takiego.
- Tylko raz. Twoja mamusia o niczym się nie dowie. Raz - zrobił minkę zbitego szczeniaczka co wyglądało śmiesznie i słodko.
- Ale nic nie mówisz nikomu co tu będę robić.
Z uśmiechem na ustach doszedł do torby, z której wyjął woreczek z białym proszkiem i lufkę.
Wysypał narkotyk na stół i kartą kredytową zrobił dwie kreski. Jedną z nich wciągnął nosem przez lufkę. Po jego wyrazie twarzy mogę stwierdzić, że się odprężył. Czyli teraz ja? Okey. Zabrałam lufkę i powtórzyłam jego czynności. Na początku chciało mi się kichać, ale powstrzymałam się. Położyłam się na podłodze i nie wiem za bardzo co się stało, ale poczułam się jakbym zasnęła i zaraz obudziła. Luke stał przy szafce ustawiając... telefon. Chyba będzie nas nakręcał. Wszystko było takie powolne, a zarazem śmieszne. Narkotyk musiał zacząć działać, bo powiedzcie mi co jest śmiesznego w tym, że Luke do mnie przeszedł? No nic. Spojrzałam ponownie na sufit i zobaczyłam chyba jednorożca z lodami. Ponownie zaśmiałam się. On coś do mnie mówił, ale było to bardzo wolne wypowiadanie słów, że nie zrozumiałam go.
- Widzisz jednorożca?
- Nie. Ale za to moja panna jest bardzo uprzejma - zaśmiałam się - Chce mi się lać.
- A mi siku.
Powoli wstałam i weszłam do łazienki na dole.

Następnego dnia obudziłam się na czymś twardym. Rozejrzałam się i mogę spokojnie stwierdzić, że jestem w wannie. Nie pamiętam co robiłam, ale mam nadzieję, że szybko się dowiem.
Szukałam Luke`a, który siedział na kanapie w salonie z telefonem w ręku.
- Co robisz?
- Oglądam nas z wczoraj.
- Puść od nowa.
Zrobił to o co go poprosiła. Strasznie się śmialiśmy z nas samych. W niektórych momentach byłam ciut zażenowana. Później już nic nie było, bo weszliśmy do innego pokoju.
- O matko. Co. To. Było.
- Narkotyki, skarbie. Narkotyki.
Westchnęłam i zaczęłam sprzątać. Moja matka będzie za jakieś 2 godziny. Nie chce mi się robić obiadu, więc zjem sobie coś na mieście.
- Luke - zawołałam - Zaraz wychodzę. Albo idziesz ze mną, albo idź do domu - powiedziałam kiedy przyszedł do sypialni.
- Z tobą pójdę.
Kiwnęłam głową i wyszłam z pokoju, a następnie z domu. Hemmings dotrzymywał mi kroku, aż do KFC. Stałam chwilę w kolejce i zamówiłam kubełek skrzydełek kurczaka. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i zjedliśmy posiłek. Odprowadził mnie do domu i wrócił do siebie.
Pisnęłam, gdy tylko zobaczyłam Harry`ego i... moją mamę. Razem w salonie popijali sobie herbatkę.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam szatyna.
- Właśnie poznałam twojego przesympatycznego przyjaciela - odpowiedziała za niego.
A zaraz. Jaki przyjaciel? To tylko mój kolega. I jeszcze raz - zaraz. Jak to przesympatycznego? Ona nienawidzi jak wokół mnie kręcą się faceci. Nawet, a tym bardziej przyjaciele, po tym co się stało ostatnim razem.
- Aha - jedynie na to mnie było stać. Byłam bardzo zdziwiona.
- Przyniosłem tobie zeszyty - wytłumaczył.
- To chodź na górę.
- Silje - zatrzymała mnie mama kiedy miałam już wchodzić po schodach - Gdzie jest Ally?
- U koleżanki - skłamałam.
- Dobrze. Ja mam dzisiaj nocną zmianę.
Kiwnęłam głową i dołączyłam do Harry`ego.
Usiadł na łóżku i rozpiął plecak.
- Daj mi chwilkę. Przebiorę się.
Z ubraniami weszłam do łazienki i rozebrałam się. Niestety telefon zaczął mi dzwonić i wybiegłam do sypialni.
- A co ty tak paradujesz jak jakaś modelka Victoria`s Secrets.
- Zamknij się.
Niezdążaniem odebrać, ale czekała na mnie za to wiadomość.
"Przyjdź dzisiaj w nocy na teren starej fabryki"


______________________________________________________________

Jak myślicie kto to napisał do niej? 

Jeśli komuś nie odtworzył się zwiastun, to link jest w zakładce "Zwiastun"
 Rozdział krótki i okropny. Może napiszę coś jeszcze, bo mam więcej czasu z powodu choroby. 

Komentujcie, bo bez tego rozdziału nie będzie. 

Anonimki podpisujcie się.



czwartek, 22 stycznia 2015

Zwiastun





Został stworzony zwiastun. Myślę, że wam się spodoba. Mogą być jednak problemy z odtworzeniem na telefonie.










piątek, 16 stycznia 2015

Chapter 8

- Ruszaj się - waliłam w drzwi.
- Nie mogę - wydyszał.
- Czego nie możesz?
- Dojść.
Zaśmiałam się. Było to bardzo zabawne. Ale cóż - musi się pośpieszyć zanim moja mama  wróci. Poczekałam jeszcze chwilę, aż w końcu Luke wyszedł. Miał rozszerzone źrenice, zapewne od orgazmu.
- Musisz już iść. No wiesz zaraz moja mama wróci i...
- Tak, wiem - przerwał mi.
Zabrał plecak i koszulkę, którą wcześniej mi pożyczył. Odprowadziłam go do drzwi.
- Dzięki, że jako jedyny się nie śmiałeś i że do mnie przyszedłeś. Ale proszę cię, abyś nikomu nie mówił o tym co się stało tutaj. Choć i tak powiesz.
- Skąd wiesz, że to zrobię?
- Bo to ty.
- Nie powiem jeśli mnie pocałujesz.
Mam go pocałować i wiedzieć, że nikomu nie powie czy zatrzasnąć mu drzwi przed nosem?
Odpowiedź jest prosta.
Zamknęłam drzwi z trzaskiem.
To jest pewne, że i tak powie wszystkim. Ale mam to gdzieś.
Rzuciłam się z pilotem na kanapę i włączyłam na "Snookie&JWoww"
Oglądałam już połowę odcinka kiedy moja matka przyszła z zakupami do domu.
- Czemu nie ma cię w szkole?
- Źle się poczułam i wróciłam.
- Dobrze. Zaraz zaparzę miętę.

Nazajutrz naprawdę się rozchorowałam. Miałam wysoką gorączkę i cały czas wymiotowałam.
- Dzisiaj wrócę bardzo późno. Jak by coś się działo to dzwoń od razu. Leki masz na blacie w kuchni. Pa, kochanie.

No to zostałam sama w domu.
Zrobiłam sobie herbatę i chciałam już iść do pokoju, ale dzwonek do drzwi mi w tym przeszkodził. Otworzyłam je i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Harry'ego.
- Czemu nie jesteś w szkole?
- Miałem zapytać się ciebie o to samo, ale twój wygląd mówi sam za siebie.
Przewróciłam oczami i wpuściłam go do środka.
- Chcesz coś do picia?
- Sok.
Nalałam mu do szklanki i ze swoją herbatą weszłam do pokoju.
Usiadłam na łóżku, a kubek postawiłam na szafce nocnej. Z szuflady wyjęłam herbatniki.
- Nie będziesz miał problemów jak tutaj zostaniesz?
Zaprzeczył.
Wzruszyłam ramionami i napiłam się ciepłej herbatki.
- A pamiętasz o dzisiejszym teście?
- Z czego?
Wiedziałam, że zapomniał.
- Z angielskiego.
Zamarł. Jego oczy zrobiły się dwa razy większe.
- Zapomniałem. Angielski mamy na trzeciej godzinie, więc niedługo pojadę do szkoły.
Zaśmiałam się z niego, ale od razu tego pożałowałam, bo ból głowy nasilił się. Zjadłam herbatnika i popiłam go herbatą.
Wypiłam spokojnie herbatę rozmawiając z McCall'em.
- Muszę już iść, Silje - powiedział nagle.
- Uh... Okey.
Nie chciałam zostawać znów sama w domu, ale nie mogę gniewać się na niego, bo wiem, że to jest ważne.
Zabrał plecak i wyszedł z domu. Nie mając co robić zalogowałam się na Facebooku. Miałam kilka powiadomień i wiadomość.


Luke Hemmings
Czemu nie ma cię w szkole?


Skąd ja go mam w znajomych? Przecież go nie zapraszałam. A może to ta nieznajoma osoba? Na pewno tak. Ugh.
Odpisałam mu, że jestem chora. Nawet nie wiem po co mu to piszę. Nie powinno go to obchodzić. Zamknęłam laptopa i położyłam się, bo poczułam się bardzo zmęczona i zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie (walenie) w drzwi. Zaspana otworzyłam je i zobaczyłam Luke'a. Czy on nie może dać mi spokoju? Czy ja o tak dużo proszę?
- Czego chcesz?
- Zaopiekować się chorą Silje.
- Nie potrzebuje opieki. A tak po za tym to mnie obudziłeś.
- Przepraszam.
Westchnęłam i wpuściłam go do środka. Usiadłam na kanapie. Wróć - położyłam się na kanapie. Byłam naprawdę zmęczona. Na dodatek ten idiota nie chce dać mi spokoju.
Luke podniósł moją głowę i usiadł kładąc mnie na swoich kolanach. Włączył telewizje i leciało akurat "Sąsiedzi". Bardzo fajna komedia.
Oglądałam już połowę kiedy znów zasnęłam. Było mi tak dobrze.

- Silje - poczułam szturchnięcie w ramię - Silje - znów - Meiden - osoba podniosła głos. 
 Uchyliłam delikatnie powiekę.
- Hmm?
- Możesz mnie puścić? Nie żeby mi to przeszkadzało, ale muszę się odlać.
Mruknęłam niezadowolona, ale usidłam. On zatem pośpiesznie wstał i pobiegł na górę. Naprawdę chciało mu się do toalety. Heh.
Leki, które wzięłam rano dopiero teraz zaczęły działać, bo brzuch przestał mnie boleć. Sprawdziłam telefon i zauważyłam powiadomienie, że dostałam SMS-a.


Alison: Nie wrócę dzisiaj na noc.

No to fajnie. Siedzę sama w domu na noc.
Wybrałam jej numer i chwilę zaczekałam zanim odebrała.
- Halo?
- Jak to nie wracasz?
- Nocuję u kolegi.
- Kolegi? - zapytałam z podejrzeniem.
- Tak jakby. On mi się strasznie podoba, więc wiesz - przedłużyła ostanie słowo.
- Tylko nie zrób żadnej głupoty.
- Dobrze mamo.
Zaśmiałam się i rozłączyłam połączenie.
Wstałam i pomaszerowałam na górę. Położyłam się na brzuchu i jęknęłam.
- Mój kręgosłup - powiedziałam sama do siebie.
Plecy bolały mnie niemiłosiernie.
- Co się stało baby?
- Plecy mnie bolą.
- Zaraz coś na to zaradzimy.
Podszedł i usiadł mi na udach okrakiem. Podciągnął moją koszulkę do góry na co się wzdrygnęłam.
- Muszę zdjąć twoją bluzkę, bo będzie mi niewygodnie masować twoje plecy - wytłumaczył swoje czyny.
Mruknęłam tylko coś, że rozumiem i czekałam jak coś zrobi. Złapał zapięcie mojego stanika i chciał go rozpiąć, ale zareagowałam.
- Będzie mi przeszkadzać. Obiecuję, że będę trzymać łapy przy sobie - położył prawą dłoń na piersi, a drugą trzymał w powietrzu.
- Dobrze.
Rozpiął go i zaczął masować moje plecy. Pod łopatkami, ranienie, kręgosłup. Było mi bardzo przyjemnie. Masował moje boki, aż doszedł do piersi. Jedyne co zrobił to je lekko musną - nic więcej. Ale tylko tyle wystarczyło, aby rozbudzić ciepło we mnie.


_________________________________________________
Tylko tyle na dzisiaj. Tak jak wcześniej pisałam - usunął mi się rozdział, więc nie jest tak samo długi i fajny. 

15 komentarzy = next

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Happy Birthday

Tak, to dzisiaj. Zayn kończy 22 lata. Płaczę słuchając ich starych piosenek. Nie wierzę w to, że mój aniołek, mój cały świat i szczęście obchodzi dzisiaj urodziny, a nawet nie wie, że składam mu życzenia.

Dlatego mam do was prośbę. Każdy kto to czyta i ma Twittera - niech wejdzie na mój profil ( @niall_horan_pl ) i poda dalej każdy tweet do Zayn`a. Obserwuje mnie tutaj 12 osób, więc jest to już 12 podań dalej, ale są też inne osoby. Mówcie innym i podawajcie dalej. Zróbcie to dla mnie. Taką małą przysługę za to, że ja wam piszę to opowiadanie. Zmotywujecie mnie do napisania nowego rozdziału.

ZAOBSERWUJE KAŻDEGO KTO SPEŁNI MOJĄ MAŁĄ (ALBO DUŻĄ) PROŚBĘ 

KOCHAM WAS.  

niedziela, 11 stycznia 2015

Liebster Award

 Dziękuję za nominację http://neverbe5sos.blogspot.com/ 
Ja nie nominuję dalej, ale odpowiem na pytania. 


 Pytania:
1.Co cię skłoniło do pisania bloga?
2.Jak oceniasz swój blog?
3.Jak widzisz siebie za kilkanaście lat?
4.Co byś w sobie zmienił/a?
5. Trzy rzeczy jakie zabrałbyś/zabrałabyś na bezludną wyspę.
6.Czego ci brakuje do szczęścia?
7.Oceń siebie w skali 1-10:)
8.Ulubiona książka. .
9.Najlepszy sposób spędzania wolnego czasu?
10. Najlepsze wspomnienie z 2014 roku:).
11. Masz jakieś plany na 2015?


Odpowiedzi:
1. Lubię pisać opowiadania.
2. Nie wiem. W tych sprawach jestem skromna.
3. Jak widzę? Mieszkam w Londynie jako dziennikarka, albo aktorka
4. Z wyglądu: włosy. Z charakteru: żebym była mniej marudna i wybuchowa
5. Idoli, telefon, przyjaciółki (Martynę i Ewelinę) (idole i przyjaciółki to nie rzeczy, ale nie mogłabym bez nich żyć)
6. Miłości (i idoli)
7. 7. lel
8. Chyba trylogia "50 twarzy Grey`a"
9. Czytanie i słuchanie muzyki
10. Dużo ich jest
11. Tak 


PS. Rozdział jest pisany. Był by już wstawiony, ale przez przypadek usunęłam cały długi rozdział i muszę od nowa pisać. Na pewno nie wyjdzie tak super jak było, więc nie oczekujcie czegoś super. 
PPS. Jeśli macie jakieś pytania to pytajcie, bo uwielbiam odpowiadać na nie.

@niall_horan_pl

wtorek, 23 grudnia 2014

Chapter 7

Razem z Harry`m poszliśmy do kina, a następnie do kawiarni. Zamówiłam sobie latte art oraz czekoladową babeczkę. Przyjemnie spędziliśmy niedzielny dzień. Jutro do szkoły, więc nie będzie już tak fajnie. Znów będzie Luke, Micheal, Ashton, Calum i tamte dziewczyny.
W domu była tylko Ally. Oglądała "Przed świtem cz.2".
Nawet nie zauważyła, że weszłam do domu. Po ciuchy pobiegłam do mojego królestwa. Rzuciłam się na łóżko i złapałam za laptopa. Chwilkę poczekałam, aż włączy się procesor. Najpierw w internecie wpisałam 'Facebook'. Było kilka powiadomień i jedna wiadomość. Pisała moje koleżanka z Ameryki. Pytała się co tam u mnie. Odpisałam, że dobrze. Że poznałam Harry`ego i takie tam błahostki. Przyszło mi powiadomienie, że ktoś mnie zaprosił. Jakaś nazwa "Black Angel". Dziwne, ale nie odrzuciłam. Może później dowiem się kto to jest. Podeszłam do torby, z której wyjęłam zeszyty. Sprawdziłam czy jest coś zadane. Miałam tylko chemię. Odrobiłam ją na internecie. Pouczyłam się jeszcze na jutrzejszy dzień.

Nazajutrz wstałam dość wcześnie. Załatwiłam swoje potrzeby w toalecie i ubrałam się. Na śniadanie zjadłam płatki z mlekiem. Z Harry`m umówiłam się na 7.30. Mam jeszcze 20 minut. Włączyłam sobie telewizje. Akurat leciał mój program - American Next Top Model. Tak się wkręciłam w odcinek, że nawet nie zauważyłam, że Harry wszedł do domu. Na szczęście mamy nie ma, więc nie będzie wypytywać o Harry`go. Zabrałam jeszcze torbę i wyszłam. Ally jedzie z jakimś kolesiem, więc później wychodzi. Okazało się, że mój kolega przyjechał autem. Całą drogę przegadaliśmy. Dowiedziałam się, że ma na nazwisko McCall. Harry zaparkował na szkolnym parkingu. Było już troszkę ludzi. Gdy wysiedliśmy poszliśmy pod drzewo gdzie była ławka. Siedzieliśmy dobre 10 minut. Mogłabym siedzieć tak na dworze jeszcze trochę, bo w Sydney zawsze jest ciepło, ale szatyn wolał iść już do szkoły. Najpierw poszliśmy pod moją szafkę, abym mogła zabrać potrzebne książki. Teraz miałam sztukę podobno McCall też na nich jest. Jego szafka znajduje się na drugim końcu korytarza.
- Zaczekaj tutaj. Ja wrócę zaraz. Żebyś nie szła na drugi koniec korytarza.
Jedynie kiwnęłam głową.
Czekałam na niego, a gdy zobaczyłam, że już wraca musiał podejść Ashton. Czy ja się nie uwolnię od nich?
- Czego chcesz?
- Ja? Niczego. Ale Luke za to tak.
O nie. Wiedziałam, że zaraz tu przyjdzie, dlatego więc ruszyłam w stronę kolegi. Poszliśmy pod klasę. Jeszcze nie miałam sztuki w tej szkole. McCall opowiadał mi, że jest to młoda osoba. Bardzo dobrze uczy, bla bla bla. Nie słuchałam dalej, bo chciałam sama się przekonać. Gdy tylko dzwonek zadzwonił weszliśmy do sali. Było tutaj dużo sztalug. Ławki były poustawiane przy ścianie. Wszędzie wisiały jakieś prace uczniów lub prawdziwych artystów. Ta klasa była bardzo chaotyczna. Już ją lubię.
- Proszę znaleźć sobie wolne miejsce przy sztalugach, a ja sprawdzę obecność.
Do pomieszczenia weszła nauczycielka. Ma około 26 lat. Jest niska i ma krótko ścięte, blond włosy. Na nosie widnieją okulary. Wyglądała na przyjemną osobę.
Sprawdzała po kolei obecność, aż niedoszła do nazwiska "Hemmings". Nie, nie, nie. Błagam tylko nie ty. Rozejrzałam się, ale nigdzie nie zauważyłam tego idioty. Mentalnie wytarłam pot z czoła.
- Meiden - wyczytała moje nazwisko.
- Jestem.
- My się chyba jeszcze nie znamy.
- Jestem nową uczennicą.
- To przyniesiesz nam farby i pędzle, które są w górnej szafce.
Wstałam z miejsca i podeszłam do szafki. Stanęłam na palcach i otworzyłam drzwiczki. Próbowałam sięgnąć pędzle. Prawie mi się to udało, gdy do klasy wszedł Luke. Obróciłam się gwałtownie i ręką zepchnęłam puszkę farby, która zleciała na mnie. Metalowa puszka uderzyła o moją głowę i wylała farbę. Cała klasa wybuchła śmiechem. Zaczęli robić zdjęcia. Wstałam i z płaczem wyleciałam z klasy. Zawsze musi stać się coś nie tak. Wleciałam do toalety damskiej i od razu weszłam do jednek z kabin. Wytarłam twarz z farby. Kilka łez poleciało po moim policzku. Najpierw prześladuje mnie Luke i jego banda, dosypuje mi coś do napoju i teraz puszka farby spada na mnie. Zapewne te zdjęcia rozeszły się po całej szkole. Tym bardzie Hemmings będzie miał teraz z czego się śmiać. Jestem skończona. Szlochałam dalej w kabinie do póki ktoś nie wszedł do toalety, a następnie nie otworzył drzwi. Nie spojrzałam nawet na osobę, która przerwała moje szlochy. Osoba ta kucnęła przede mną i dopiero teraz mogłam dostrzec te błękitne oczy.
- Wszystko dobrze?
- A wyglądam jakby było wszystko dobrze? - warknęłam.
Zamilkł. Wstał i podał mi rękę. Chwilę się jej przyglądałam, a następnie ją ujęłam. Pomógł mi wstać i doprowadził mnie do umywalki.
- Umyj ręce i idź pod prysznic w damskiej przebieralni. Mam koszulkę w szafce, więc pożyczę ci ją. A w tych spodenkach musisz jakoś przetrwać - głos miał łagodny i aksamitny. Aż miło się go słuchało.
Posłuchałam się go i poszłam do przebieralni. Wszędzie było pusto. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Cała fioletowa farba zleciała ze mnie. Stałam po wodą rozkoszując się chwilą spokoju. "Wytrzeźwiałam" dopiero, gdy ktoś wszedł do przebieralni.
- Silje? - usłyszałam Luke`a.
- Jestem naga.
- Zasłonie oczy i podam ci ręcznik.
- Dobrze.
Podszedł do mnie i dał mi biały ręcznik. Owinęłam się nim i przeszłam do części pomieszczenia, gdzie zostawiłam ubrania. Hemmings odwrócił się, a ja szybko ubrałam się - oczywiście nie zakładając bluzki. Luke się odwrócił i podał mi bluzkę. Czarna z czaszką na przodzie. Założyłam ją i mogłam spokojnie stwierdzić, że była dużo za duża.
- Przyniosłeś mi torbę? - zapytałam
- Tak.
Odwrócił się i podał mi torbę.
- Ja wracam do domu - oznajmiłam.
Wyszłam, a blondyn za mną.
- Odprowadzę cię.
Nie zaprzeczyłam.

Po drodze cały czas pytał się czy wszystko okey. Był jakiś dziwny. Był miły. Coś mi tu niepasowało. To cisza przed burzą. Gdy doszliśmy do mojego domu zrobiło mi się jakoś dziwnie.
- Chcesz może wejść?
Czy ja to powiedziałam?
- A nie będę przeszkadzał?
- Nie.
Zgodził się i weszliśmy do domu. Skierowałam się kuchni i zapytałam się czy chce coś do picia. Zaprzeczył. Ja nalałam sobie szklankę wody i wypiłam duszkiem.
- Chodź do sypialni.
Złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam na górę. Usiadł na łóżku i wpatrywał się we mnie.
- Teraz pewnie wszyscy śmieją się ze mnie.
- Pewnie tak - odpowiedział.
Zrobiłam minę mówiącą "Dzięki za pocieszenie".
-Pośmieją się tydzień i zapomną - uśmiechnęłam się na tą odpowiedź -Chyba.
Co? Chyba? Czyli to może trwać długo? Błagam nie.
Zrezygnowana usidłam na końcu łóżka.
Usłyszałam trzask drzwi.
- Mama - szepnęłam.
Złapałam go za dłoń i wepchnęłam go do szafy. Sama również do niej weszłam, bo dostałabym ochrzan za ucieczkę ze szkoły. Było dość ciasno i musiałam być bardzo blisko Luke`a. Pokazałam mu, że musi być cicho. Wsłuchiwałam się czy idzie tu mama, gdy poczułam jak coś napiera na mnie.
- Co ty robisz?
- Nic - zmarszczył brwi.
- Pewna część ciała ma problem - szeptałam.
Spojrzała w dół i uśmiechnął się.
- Nie kontroluję tego.
Przewróciłam oczami i odwróciłam się do niego tyłem.
- Silje. Umm... To pogorszyło sprawę.
Zachichotałam i wróciłam do pozycji w której byłam na początku.
- Ile będziemy tu siedzieć? - zapytał.
- Dopóki nie wyjdzie z domu.
Siedzieliśmy tak w szafie, gdy trzask zamykanych drzwi nie przerwał ciszy.
- Jeszcze pięć minut.
Spojrzałam na niego. Skanowałam jego twarz w ciemności. Było widać błysk w oku. Nie wiem kiedy jego twarz była tak bardzo blisko mojej. Musnął moje usta, a następnie pocałował je. Nie odepchnęłam go. Zawiesiłam ręce na jego szyi i oddałam pocałunek. Blondyn otworzył szafę, my całując się wyszliśmy i położyliśmy na łóżku. Zawiesił się nade mną. Przeniósł się z pocałunkami na moją szyję. Pocałował mnie w czuły punkt przez co z mojego gardła wyleciał jęk.
Całował mnie dalej, gdy w końcu przeszkodziła mu moja/jego bluzka. Zdjął mi materiał i rzucił w kąt. Dokańczał swoją ścieżkę pocałunków.
Odwróciłam go i teraz to ja byłam na górze. Jego zazwyczaj błękitne oczy były teraz granatowe. Pocałowałam go. Zdjęłam z niego T-shirt. Mogłam zobaczyć teraz w całej okazałości jego tors. Luke chciał odpiąć mi stanik, ale w porę się ocknęłam.
- Stój. Nie - zeszłam z niego - To nie powinno się stać.
-Co? Czemu?
- Po prostu nie powinno. Musisz już iść. Moja matka może przyjść.
- A co z tym? - pokazał na swoje krocze - Nie wyjdę z erekcją na miasto.
- To zrób coś. Co zawsze robisz, gdy masz taki problem?
- Albo się z kimś pieprzę, albo masturbuję się.
Ale on mnie obrzydza. Tak bez wstydu gada o tym.
- Na korytarzu masz łazienkę. Pośpiesz się.
Wstał, założył bluzkę i wyszedł. Obrzydza mnie myśl o tym co będzie tam robił. Usiadłam na łóżku i dotknęłam nabrzmiałych ust. Poniosło mnie. Pożądanie, które płynęło w moich żyłach kazało mi to zrobić. Ale jak to możliwe, że pociąg seksualny miałam do tego blondyna? To głupie.

_______________________________
A więc jest kolejny. Myślę, że może wam się spodobać.
Zapraszam was na wattpada i na konta na twitterze
Rozdział jest już napisany od dwóch dni, ale chciałam go wstawić na wigilię - taki bardzo malutki prezent dla was.

A teraz:
Życzę wam wszystkiego co najlepsze, żeby każda z was spotkałam swoich idoli - w tym 5SOS (ale nie żencie się z nim, bo są moi). Szczęścia, zdrowia, kaca po sylwestrze. I wszystkiego co najlepsze.
( w głowie to brzmi fajnie i jest na końcu rym)





Kocham was

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział

Rozdział pojawi się 24 grudnia. Przepraszam was za to, ale obiecuję, że napiszę mniej więcej długi, a rozdział 8 pojawi się 31 stycznia.
Każda osoba, która chce aby była informowana na Twitterze niech napisze komenatrz z nazwą. 

niedziela, 30 listopada 2014

Chapter 6

Dedykuję ten rozdział Marcie i Martynie i Ewelinie. Kocham was.




Stało się coś czego bym nie chciała...
Luke przyparł mnie do ściany i zachłannie pocałował. Próbowałam go od siebie odepchnąć, ale nie dałam rady. Ze strach zaczęły lecieć mi łzy. Swoją rękę umiejscowił na moim biodrze, skąd przesuwał ją niżej. Gdy dotknął moje miejsce intymne moim pierwszym ruchem był kopniak w jego krocze. Zgiął się w pół, przeklinając. Ja natomiast uciekłam do damskiej przebieralni. Oparłam się plecami o drzwi i dotknęłam palcami ust, które były nieco opuchnięte. Dlaczego on to zrobił? Nie może kogoś innego sobie wybrać? Mało mu było po wypadku z boiska? A co najważniejsze - dlaczego chcę to powtórzyć?

Na lunchu usiadłam sama, bo moja siostra siedziała ze swoją paczką. Czemu ja nie mogę być tak samo fajna jak ona?? Zawsze ma najwięcej znajomych. Do mnie lecą tylko nienormalni ludzie - między innymi Luke. Nie mam szczęścia. Oh nie, jeden plus mam w sobie - urodę. Nie jestem jak inne dziewczyny z dylematem "o matko jestem gruba, bo ważę 45 kg" lub "Ale ja jestem brzydka". To wkurza.
Kończyłam już posiłek kiedy podszedł do mnie Micheal. A skoro on podszedł to jego banda zaraz też się pojawi. Zabrałam jak najszybciej swoją tacę i wstałam. Odwracając się wpadłam na jakiegoś chłopaka - i nie, to nie był żaden z tych idiotów. Miał brązowe włosy i zielone oczy. Miał na sobie biały T-shirt i poprzecierane jeansy. Mogłam zobaczyć jego mięśnie.  Był dość przystojny.
- J-ja przepraszam. Nie chciałam.
- Nic nie szkodzi. Na szczęście nic nie trzymałem.
- Taa. Ale i tak przepraszam.

Po zajęciach razem z Harry`m - bo tak miał na imię szatyn - wróciłam do domu. Mieszkał ulicę dalej, więc nie było żadnego problemu. Dowiedziałam się o nim bardzo dużo. Jak na chłopaka był bardzo fajny.
Ale ON  też był bardzo fajny.
Miałaś zapomnieć, to przeszłość.
Pokręciłam głową tak jak bym chciał wyrzucić te myśli z głowy.
- To jak? Jutro razem do szkoły??
Kiwnęłam głową i weszłam do domu. Przywitałam się z matką i poszłam do siebie. Odrobiłam lekcje i do kolacji uczyłam się na następny dzień.

Dzisiaj sobota. Na szczęście nie będę musiała widzieć tego idioty. Dziś i jutro mam spokój. Zamierzam wybrać się z do sklepu, aby zakupić produkty spożywcze i chemiczne. Poszłam do najbliższego supermarketu i weszłam między półki. Chciałam sięgnąć czekoladę, która była na samej górze jednak mi się to nie udało. Kiedy próbowałam jeszcze raz jakaś ręka pomogła mi w tym. Odebrałam z rąk nieznajomej, czekoladę i odwróciłam się do osoby, która mi pomogła. Błagam to są jakieś żarty.
- Luke - spojrzałam na niego wrogim wzrokiem
-Silje. Ślicznotko. Jak miło cię widzieć - posłał mi jeden z tych dość ładnych uśmiechów.
- A mi nie. Nawet w sobotę muszę cię widzieć?
Nie mam szczęścia. To jest pewne. Włożyłam czekoladę do wózka i poszłam dalej ignorując Hemmings`a.  Wzięłam jeszcze inne produkty i poszłam do kasy. Zapłaciłam i najszybciej jak się dało poszłam do domu. Pochowałam zakupy i poszłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko z telefonem i zaczęłam pisać do Harry`ego.
Ja: Spotkałam Luke`a :/
Harry: Trzymaj się od niego z daleka.
Ja: Czemu?
Harry: Chcesz iść do klubu?
Czemu zmienił temat? A co najważniejsze - ON też chciał pójść ze mną klubu. Czy mogę mu zaufać?  Nie, chyba nie. JEMU zaufałaś i co zrobił? No właśnie. Nie mogę iść. Boję się.
Ja: Nie mogę.
Harry: Czemu??
Zapomniałam! Mam szlaban. Teraz mi się upiekło.
Ja: Mam szlaban :(
Harry: Zaraz u ciebie będę.
Co? Jak będzie u mnie? Ale matka jest w domu.

Po 10 minutach usłyszałam tak coś uderza w okno. Gdy podeszłam i otworzyłam je dostałam w czoło kamyczkiem.
- O Boże. Przepraszam. Silje nic ci nie jest? - Harry zaczął panikować.
- Nie nic. Musisz być cicho tak, aby moja matka cię nie usłyszała.
-Spo...
Nie dokończył, bo moja matka tak po prostu weszła do mojego pokoju bez pukania. Odsunęłam się od okna i stanęłam przed rodzicielką.
- Coś się stało mamo?
- Jadę do znajomej. Nie będzie mnie przez całą noc. Ally poszła do przyjaciółki, więc zostajesz sama w domu.
- Okey.
- Nikogo nie wpuszczasz i nie wychodzisz.
- Dobrze.
- Czemu masz otwarte okno? Przeziębisz się.
Ruszyła by zamknąć okno. HARRY.
- Mamo, jest ciepło. Zostaw.
Zignorowała mnie i podeszła do okna.
No to już po mnie.
Kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk zamykanego okna odetchnęłam z ulgą.
- Pa córuś.
Szybko zobaczyłam gdzie mój kolega i okazało się, że jest przyciśnięty do ściany.
- Już wyszła.
Zeszłam na dół i wpuściłam Harry`ego do środka. Ustaliliśmy, że zrobimy sobie maraton filmowy. Obejrzeliśmy "Igrzyska Śmierci" wszystkie trzy części. Następnie "Avatar" 
- Czemu oni biegają nago? 
- Bo są dzikusami - odpowiedziałam.
- Też chcę, żeby u nas tak było. Codziennie widzieć piersi - rozmarzył się.
Palnęłam go jedynie w głowę. Po 2 w nocy zasnęliśmy na kanapie.

Obudziłam się na podłodze. Całe plecy mnie bolą. Harry pochrapuje na kanapie. Wstałam i zrzuciłam go na podłogę. 
- Co do cholery - wstał.
- Idź zrób mi śniadanie, a ja pójdę ubrać się.
Zgodził się, a ja ruszyłam do pokoju. Przebrałam się w zwykły, szary T-shirt z Myszką Miki i czarne leginsy. Schodząc na dół poczóła przepiękny zapach gofrów. Przypomniałam sobie jak u cioci w Ameryce jadłam prawie codziennie gofry. Wtedy mieszkałam przez 3 miesiące w Los Angeles. Ładne miasto. 
- Wyjdziemy później gdzieś na miasto? - zapytałam.
- A niemiałaś szlabanu?
- Mamy nie ma do wieczoru, więc mam drogę wolną.

Ustaliliśmy, że pójdziemy do kina, a później do jakiejś kawiarni.


____________________________________________________

A więc to kolejny rozdział. Ja jako stara dupa, bo skończyłam już 14 lat wstawiam wam oto ten rozdział. Starałam się jak mogę, aby był jak najdłuższy, lecz niestety zdążyłam napisać wam tylko tyle, bo pisałam w tym samym czasie drugiego bloga. Liczę na komentarze i zapraszam was na konta bohaterów na TT (@Luke_BlackRose  @Silje_BlackRose ). Przypominam także, że piszę opowiadanie też na wattpadzie. Zapraszam.



piątek, 21 listopada 2014

Rozdział

Rozdział pojawi się 30 listopada w moje urodziny. Tak kończę już niedługo 14 lat. Z tej okazji wstawię kolejny (spróbuję aby długi) rozdział. Rozdział będzie miał specjalną dedykację dla dwóch osób. Jak na razie mam napisaną połowę, więc do kolejnego rozdziału kochani.

wtorek, 4 listopada 2014

Chapter 5

 Dziękuję osobą, które prowadzą konta na TT bohaterów (jeśli ktoś chce jeszcze, niech się zgłosi). Jeśli macie jakieś pytania odnośnie kont, to pytajcie (mój tt: @niall_horan_pl )




Rano dopiero zastanawiałam się jak Luke zapisał sobie swój numer  telefonu na moim.
Czy on przeglądał mój telefon?
To pytanie nie opuszczało mnie przez cały poranek.
Widząc Luke`a rozbawionego na korytarzu, wkurzona podeszłam do niego.
Złapałam go za ramię i pociągnęłam wchodząc do jakiegoś pomieszczenia jakim okazał się schowek. Zanim jednak zamknęłam drzwi usłyszałam krzyki coś w stylu "Luke, ale masz branie" lub "Tylko cicho bądźcie". Trochę wkurzyło mnie to.
- No kotku. Wiedziałem, że chcesz mnie - wymruczał.
- Wal się człowieku - warknęłam - Po pierwsze, czemu ruszałeś mój telefon? - chciał już coś powiedzieć, ale mówiłam dalej - Po drugie, czy ty mnie podglądasz?
- A czemu by nie ruszać twojego telefonu? I przechadzałem się akurat tą dzielnicą i widziałem ciebie w oknie.
- Jesteś nieznośny.
- To co? Teraz się pieprzymy?

Czy on to właśnie powiedział?
I czy mówiłam wam już, że mężczyźni to skurwysyny?
Nie mam słów do niego.
- Daj mi święty spokój - warknęłam i wyszłam z pomieszczenia.
Ignorowałam docinki jego przyjaciół w stylu "Co tak szybko", "Wystraszyłaś się?".
Spojrzałam w plan - WF. Zabrałam strój i poszłam do damskiej szatni. W tempie ekspresowym przebrałam się w moje krótkie spodenki i białą bluzkę przez którą było widać mój czarny, koronkowy stanik. Eh, po co ja go zakładałam?
- No cześć Silje.
Odwróciłam się, a za mną stała Sam.
 Czego ona chce?
- Um hej.
- Wiesz, po ostatnim razie okazałaś się być spoko.
- Dzięki?
- W sobotę jest impreza. Musisz przyjść.
- Um... Nie, dzięki.
Dzwonek wybawił mnie i szybko poszłam na sale gimnastyczną. Tam byli już wszyscy - dziewczyny, chłopcy i nauczyciele.
Na początek nauczyciel kazał nam biegać trzy kółka wokół boiska. Każdy wydał pomruk niezadowolenia, ale jednak pobiegł nie chcąc mieć problemów u nauczyciela. 
Prawie kończyłam, gdy podbiegł Luke z Ashton`em i klepną mnie w tyłek. Mocno klepnął.
- Luke kurwa! - zabluźniłam, co u mnie to rzadkość.
Zaczęli się śmiać biegnąc dalej.
Po bieganiu mieliśmy rozgrzewkę i zdecydowali, że będziemy grać w piłkę nożną. Nie umiem grać. Ja w ogóle nie jestem jakoś super wysportowana. To będzie totalna porażka.  Luke i jego koledzy byli w przeciwnej drużynie. Ja raczej nic nie robiłam tylko stałam (próbując grać), ale kiedy zobaczyłam Blondyna, który biegnie w moją stronę chciałam coś zrobić i próbowałam mu ją odebrać. Nie wiem jak, ale po chwili wylądowałam na zwijającym się z bólu Luke`u.
- O kurwa - trzymał się za krocze i przeklinał pod nosem.
Nauczyciel podszedł do nas, a ja wstałam z chłopaka. Wszyscy się wokół nas zebrali.
- Meiden zabierzesz Hemmings`a do pielęgniarki.
Westchnęłam zrezygnowana i pomogłam mu wstać i dojść do szkoły.
- Niezłego masz cela Silje - mruknął.
- To za tego klapsa.
Zaśmiał się. Ale z czego tutaj się śmiać. To przecież on oberwał ode mnie w krocze i jeszcze się śmieje? Ten człowiek to totalne zagadka - jak wielu mężczyzn.A jeśli chodzi o tego kopniaka to nie pomyślcie, że to było specjalnie. To było przypadkiem. Chodź jeśli miałabym to powtórzyć to bym to zrobiła. Zasłużył sobie.
Pomogłam mu wejść do gabinetu pielęgniarki i zaczekałam na niego. Nie było go może z 5 minut. Wychodząc trzymał na kroczu torebkę z lodem. Zaśmiałam się. Jeszcze mi powiedzcie, że mu 'macała' to co ma w spodniach.
Boże Silje opanuj się z myślami.
Byliśmy na pustym korytarzu i tylko modliłam się, aby pokonać go jak najszybciej. Jednak stało się coś co chciałam uniknąć.

środa, 22 października 2014

Prośba

No cześć kochani. Tak sobie pomyślałam, że może by zrobić konta na Twitterze dla bohaterów. I tutaj jest prośba do was. Kto chciałby prowadzić takie konto? Każdy kto chce niech napisze w komentarzu kogo konto chciałby prowadzić.
Dzięki.

PS. Rozdział jest w drodze.

poniedziałek, 13 października 2014

Chapter 4

Wstaliśmy i wyszliśmy, ale przed tym zapłaciliśmy. Mamy jedno auto, więc dziewczyny muszą siedzieć na kolanach. Calum prowadzi, Katy siedzi obok niego, a z tyłu siedzi reszta. Wziąłem Silje na kolana, a pod wpływem narkotyków oparła swoje plecy o mój tors. Droga na polanę była nierówna, dlatego też co kawałek podskakiwaliśmy. Najgorsze było to, że brunetka siedziała na moim kroczu i co jakiś czas napierała mocniej na nie.
- Calum jedź ostrożniej - wyjąkałem.
Odwrócił się i spojrzał na moją minę - wiedział, że cierpię seksualnie - i uśmiechnął się. Nie wiem czy dłużej wytrzymam. Niech on kurwa szybciej jedzie.
Moje dłonie ułożyłem na siedzeniu i ścisnąłem w pięść. Prawie osiągnęłam szczyt kiedy samochód zatrzymał się. Niestety za późno. Moje krocze stało się mokre, a ja rozluźniłem się. Dopiero po momencie zrozumiałem co się stało.
Doszedłem przez ubrania!
- Stary niemów, że ty...
- Zamknij się Ash.
W samochodzie byłem tylko ja i Ashton. Wysiadłem z auta i poczekałem na przyjaciela.
- Dam ci bokserki i jakieś spodnie.
Co? Jak?
Irwin widząc moje spojrzenie od razu odpowiedział.
- Calum w bagażniku trzyma ciuchy. Chyba bokserki będą tylko za duże.
Pacnąłem go w tył głowy i wyjąłem ubrania.

Leżeliśmy na trawie i paliliśmy skręta. Zawsze mamy przy sobie coś. Tylko nie myślcie, że jesteśmy uzależnieni. Po prostu nie wiadomo kiedy będzie jakaś fajna impreza czy coś. Już chyba każdy odpłynął w swój świat. Każdy śmiał się bez powodu.
- Chodźmy na to jezioro co jest w lesie. Wiesz to czyste - wychrypiała Katy
Każdy zgodził się. Zabrałem Alex na plecy i poszliśmy. Silje była na plecach Michael`a. Jezioro było niedaleko.
Każdy rozebrał się do bielizny i wskoczył do wody. Woda była trochę zimna, ale dało się wytrzymać. Oczywiście chlapaliśmy się i śmialiśmy.
- Ja wychodzę - odezwałem się, choć wątpię, aby kto kol wiek usłyszał w tym hałasie.
Ułożyłem się na trawie i patrzyłem w górę.
- No hej Luke - usiadła na mnie okrakiem Meiden.
Matko. Ale dobrze. Jesteśmy w samej bieliźnie i na dodatek ona siedzi na moim penisie. Już chyba lepiej nie może być. Nachyliła się i była tylko jakieś 3 centymetry od mojej twarzy. Nie mogłem się powstrzymać i uniosłem głowę, aby nasze rozgrzane wargi dotknęły się. Nie był to jakiś delikatny i czuły pocałunek, tylko bardzo brutalny. Położyłem ręce na jej biodrach i ruszałem nią tak, aby ocierała się o mojego już nabrzmiałego penisa. Jęknąłem z rozkoszy.

*Silje*

Obudziłam się na czymś twardym i niewygodnym. Usiadłam i przetarłam rękoma oczy.
- Co do cholery - krzyknęłam kiedy zobaczyłam, że leże obok Luke`a w samej bieliźnie.
- Słońce połóż się i śpij - powiedział ledwo słyszalnie blondyn.
- Co ja tu robię półnaga z wami?
- Pojechałaś z nami i rozebrałaś się - wytłumaczył Calum.
- Co, żeście mi dosypali do piwa?
- Nic. Przecież byłaś cały czas przy nas.
Wściekła pozbierałam ubrania, a następnie ubrałam je. Spojrzałam na nich, a mój wzrok mówił 'Odwieźcie mnie'. Najwyraźniej zrozumieli, bo po chwili każdy ubierał się.

Weszłam do domu, trzaskając drzwiami. Byłam wkurwiona na nich.
- Młoda damo, gdzie byłaś przez całą noc - było widać i słychać, że matka była jeszcze bardziej wkurzona ode mnie.
- Mamo ja to wszystko wytłumaczę.
- No ja mam taką nadzieję - założyła ręce na piersi i gromiła mnie wzrokiem.
Usiadłyśmy w salonie i wszystko jej wytłumaczył - oczywiście tylko to co pamiętałam. Po jej minie można było wyczytać, że nie za bardzo mi uwierzyła.
- I tak dostajesz szlaban. Zero wychodzenia po szkole przez 2 tygodnie.
Mi to nawet pasowało. Nie muszę nigdzie wychodzić. Jeszcze zdarzy się to co wczoraj lub w tedy...
Silje zapomnij.
W pokoju zaszyłam się z książką 'Urodzona o północy'. O tak wampiry i wilkołaki. To jest to co kocham. I jeśli myślicie, że jestem jakimś kujonem to się mylicie. Ale tak jestem uzależniona od czytania. To mnie przenosi do mojego świata. Świata bez zmartwień, problemów, bólu i oczywiście mężczyzn. I nie, nie jestem lesbijką.
Od czytania oderwało mnie pukanie. Rzuciłam krótkie 'proszę'.
- Czemu nie wróciłaś do domu? - weszła do pokoju Ally.
- Ten chłopak, którego ci pokazywałam ostatnio, dosypał mi coś do napoju i nie wiedziałam co robię, więc pojechałam z nim i jego paczką do lasu - w skrócie opowiedziałam jej.
- Ale nic ci nie zrobili?
Zaprzeczyłam.
Pogadałyśmy jeszcze przez dobre 2 godziny. Dowiedziałam się, że za kumplowała się już dziewczynami i spodobał się jej nie jaki Alex.
Po wyjściu Ally z mojego pokoju poszłam się umyć i ubrać w piżamę. Wróciłam do pokoju i położyłam się spać. Zanim jednak zasnęłam dostałam wiadomość.

Luke :* :
Dobranoc kotku.

wtorek, 23 września 2014

Chapter 3


Oczywiście do szkoły spóźniłam się. Kilka razy zawracałam źle skręcając. Na pierwszą  lekcję nie opłacało mi się iść. Drugą mam chemię.Wczoraj z Ally trochę pochodziliśmy po szkole, więc wiem gdzie iść.
- Silje czekaj - krzyczał ktoś za mną
Odwróciłam się i zobaczyłam Calum`a i resztę.
- Co?
- Teraz co masz?
- Chemię.
- To masz z Micheal`em.
- Kim?
Pacnął się w czoło.
- Zapomniałem was przedstawić. To jest Ashton, Micheal, Luke, Alex, Katy i Sam. A to Silje.
Micheal to ten z zielonymi włosami. No szkoda, że niema ich krwisto czerwonych.
- A co później masz?
- Chyba Angielski.
- To masz ze mną i Luke`iem.
Oh nie. Luke to ten na, którego wczoraj tak się gapiłam.
- Wiesz. Ja już muszę iść. Zaraz będzie dzwonek.
- To z tobą idę - odezwał się Mike.
Ruszył za mną do klasy.
- Jak masz na nazwisko?
- Meiden.
- Czemu nie było cię na pierwszej lekcji?
- Zaspałam.
- Aha. Usiądziesz ze mną.
To było pytanie czy rozkaz? Nie no, spoko. Weszliśmy do klasy i wszystkie pary oczu spojrzały się na nas.
Kurwa co jest?
Usiedliśmy na końcu  i wyjęłam książki. Przyszła nauczycielka do klasy. Oczywiście przedstawiła mnie i kazała robić jakąś ta mieszankę czegoś tam. Nawet jej nie słuchałam. Nie rozumiem chemii. 
Nasze zajęcie przerwał dzwonek alarmowy.
Coś jeszcze?
Na dworze powiedziano nam, że jest wyciek gazu i nie możemy wejść do szkoły. Szukałam Ally, ale nie mogłam jej znaleźć, więc ruszyłam do domu. Oczywiście ktoś nie pozwolił mi normalnie dojść. 
- Silje idziesz z nami? - zawołał Mike.
- Nie.
- Nie daj się prosić.
- Naprawdę nie.
Podszedł do mnie Calum i przewiesił przez ramię.
- Zostaw mnie. Słyszysz? Puść mnie - waliłam pięściami w jego plecy.
Roześmiali się tylko i szli dalej. Nie wiem gdzie szli, ale to nie wróży nic dobrego.
Tak jak myślałam. Zatrzymali się pod barem i postawili mnie na ziemi. Chciałam uciec, ale oni byli szybsi i wnieśli mnie do środka. Posadzili mnie na stołku.
- 8 piw - poprosił Luke.
Zaprotestowałam, ale w ogóle mnie nie słuchali. Umówiliśmy się, że pójdę jak wypiję piwo. Zgodziłam się, a Luke podał mi alkohol.

*Luke*

Zanim dałem Silje piwo dosypałem jej trochę narkotyków. Z wahaniem wypiła, ale wypiła.
- Mogę już iść? Matka mnie zabije jeśli poczuje ode mnie alkohol.
- Zostań jeszcze 5 minut.
Wystarczą 3 minuty, aby zadziałały narkotyki. Dosypałem jej, aby trochę zaszalała. Zamówiłem kolejne piwo i podstawiłem jej pod nos. Nie chciała wypić, ale za 2 minuty zmieni zdanie.
Kiedy zobaczyłem, że bierze piwo w ręce uśmiechnąłem się. 
- Co żeś jej dał - szepnął mi na ucho Calum.
- Skąd przypuszczenia, że dąłem jej coś? 
- Nie wzięła by sama piwa.
Zaśmiałem się i wypiłem do końca piwo. Alex zaproponowała, abyśmy pojechali na polane gdzie często przebywamy na co wszyscy się zgodzili. 

__________________________________________________
Wiem krótkie. Ale teraz szkoła, nauka i prowadzę jeszcze 3 inne blogi, to naprawdę wykańczające. Nie mam siły, aby robić co kol wiek. Próbuje jakoś to poukładać, ale jest to trudne. 
Nie wiem kiedy kolejny rozdział.